Ego nie jest wrogiem. Problem zaczyna się, gdy musimy wszystkim coś udowodnić

ego-nie-jest-wrogiem-problem-zaczyna-sie-gdy-musimy-wszystkim-cos-udowodnic

Ego często kojarzy się z pychą, ambicją albo przekonaniem, że zawsze musimy mieć rację. Tymczasem nie musi być naszym wrogiem. Pomaga nam budować poczucie własnej wartości, określać granice
i realizować cele. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy bardziej bronić wyobrażenia o sobie niż sprawdzać, czego naprawdę potrzebujemy.

– Ego niekoniecznie jest naszym wrogiem. Ono pomaga wiedzieć, kim jestem, czego chcę, gdzie są moje granice. Problem zaczyna się wtedy, kiedy bardziej zależy mi na obronie obrazu siebie niż na zobaczeniu prawdy o sobie – mówi Inessa Kim, trenerka kulinarna, mentorka i autorka książki „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie”.

 

Kiedy sukces przestaje cieszyć

Inessa Kim przez lata była osobą, która potrafi wiele osiągnąć. Rozwijała biznes, realizowała kolejne projekty, podróżowała i otaczała się ludźmi. Z zewnątrz jej życie wyglądało tak, jakby wszystko układało się zgodnie z planem. A jednak na początku 2025 roku, podczas pobytu w słonecznej Hiszpanii, przeżyła poważny kryzys. Miała wszystko, co powinno dawać satysfakcję: ciekawe zajęcia, plany, możliwości
i przestrzeń do odpoczynku. Mimo to zaczęła odczuwać niepokój i pustkę. Zatrzymała się więc, by zadać sobie pytanie, czy życie, które tak skutecznie buduje, nadal jest jej własnym wyborem. – Miałam coś
w rodzaju skarbonki, do której wrzucałam kolejne osiągnięcia. Odhaczałam cele, a jeden prowadził
do następnego. W pewnym momencie pomyślałam: czy ja nadal chcę mieć tę skarbonkę? Czy ona jest mi jeszcze potrzebna?
– wspomina.

To doświadczenie skłoniło ją do przyjrzenia się mechanizmowi, który przez lata napędzał jej działanie. Osiąganie kolejnych celów dawało jej energię i poczucie sprawczości, ale wiązało się też z potrzebą udowadniania sobie i innym, że jest wystarczająco dobra. – Byłam przekonana, że jestem coś warta wtedy, kiedy jestem potrzebna i kiedy coś osiągam. Dzięki ego naprawdę wiele zrobiłam. Jestem
w miejscu, w którym jestem, również dzięki niemu. Ale w pewnym momencie zmęczyło mnie ciągłe udowadnianie swojej wartości –
przyznaje. Nie chodziło o to, że wcześniejsze osiągnięcia straciły znaczenie. Inessa zaczęła raczej sprawdzać, czy nadal chce żyć w takim tempie i według takich zasad. Czy wszystkie cele są naprawdę jej, czy może część z nich wynika z oczekiwań otoczenia i przekonania, jak powinno wyglądać dobre życie.

 

Czy wszystkie nasze cele naprawdę są nasze?

Mieszkanie, rodzina, kariera, podróże, pieniądze, kolejne sukcesy. Łatwo potraktować je jak listę zadań, którą trzeba zrealizować, by móc uznać siebie za osobę spełnioną. Trudniej zatrzymać się i sprawdzić, czy to, do czego dążymy, rzeczywiście daje nam radość. Dla Inessy Kim ważnym momentem okazał się pobyt w Galicji nad oceanem. Przez trzy miesiące odkrywała, że szczęście nie musi oznaczać kolejnych inwestycji, większego domu czy coraz bardziej ambitnych planów. Czasem największym luksusem jest możliwość siedzenia nad oceanem bez pośpiechu i cieszenia się chwilą. – Doszłam do wniosku, że nie potrzebuję wiele do szczęścia. Nie muszę mieć wielkiego domu ani nie wiadomo jakich luksusów. Największą przyjemnością było dla mnie to, że mogłam godzinami patrzeć na fale, nigdzie się nie spieszyć i po prostu być – mówi. Autorka nie namawia do rezygnacji z ambicji ani działania. Zachęca raczej
do sprawdzenia, z czego wynika nasza aktywność. Czy realizujemy własne potrzeby, czy próbujemy zasłużyć na uznanie? Czy kolejny sukces naprawdę nas cieszy, czy daje jedynie chwilową ulgę, zanim pojawi się następny cel?

 

Urażone ego. Najpierw poczuj, potem reaguj

Ego daje o sobie znać również wtedy, gdy ktoś nas odrzuca, krytykuje, podważa nasze kompetencje albo uderza w nasz wizerunek. W takich sytuacjach łatwo zareagować impulsywnie, próbować się odegrać lub za wszelką cenę udowodnić swoją rację. Równie często próbujemy jednak zrobić coś przeciwnego: wmówić sobie, że nie powinniśmy się przejmować i że cudze słowa nie mają dla nas znaczenia.

Inessa Kim proponuje inną drogę. Zamiast udawać obojętność, warto najpierw uznać własne emocje. Jeśli krytyka zabolała, nie trzeba natychmiast przekonywać siebie, że wszystko jest w porządku.
Nie każda trudna sytuacja musi mieć głęboki sens ani być lekcją, którą koniecznie powinniśmy z niej wyciągnąć. – Jeżeli ktoś powiedział o mnie coś złego, nie będę udawać, że jest mi fantastycznie. Mogę po prostu przyznać: jest mi przykro, naprawdę jest mi przykro. Kiedy zaczynamy walczyć z emocjami
i je wypierać, często popełniamy jeszcze więcej błędów. Lepiej dać sobie czas, żeby je przeżyć
– podkreśla. Dopiero później warto zastanowić się, co zrobić. W pierwszej chwili pomocne może być zadbanie
o siebie w bardzo konkretny sposób: ugotowanie czegoś ciepłego, spacer, długi prysznic, sen czy chwila odpoczynku. Dla Inessy gotowanie i jedzenie mają szczególne znaczenie. Pozwalają wrócić do ciała, zamiast bez końca analizować sytuację i nakręcać własne myśli. – My często próbujemy naprawić się myśleniem, a ono potrafi zapędzić nas w jeszcze większy chaos. Czasem trzeba powiedzieć sobie „stop”, wrócić do ciała i zadbać o poczucie bezpieczeństwa. Dopiero kiedy trochę się uspokoimy, możemy podejmować decyzje – mówi. Nie oznacza to, że mamy ignorować problemy czy rezygnować z obrony własnych granic. Chodzi o to, by nie działać wyłącznie pod wpływem zranienia. Można poczuć złość, smutek czy rozczarowanie, a jednocześnie nie pozwolić, by te emocje podjęły za nas wszystkie decyzje.

 

Jak nauczyć się oswajać ego?

Inessa Kim nie twierdzi, że znalazła sposób na całkowite uwolnienie się od ego. Przeciwnie, przyznaje, że sama wciąż uczy się rozpoznawać jego działanie. Nie chodzi o to, by pozbyć się ambicji, przestać się rozwijać albo zawsze wybierać spokój zamiast działania. Ważniejsze jest zrozumienie własnych reakcji
i potrzeb. – Nie chodzi o to, żeby uciszać ego, tylko żeby je poznać i oswoić. Przypomina mi to film
„Jak wytresować smoka”. Czasami boimy się tych części naszej psychiki, które wydają nam się trudne.
A może zamiast z nimi walczyć, warto się z nimi zaprzyjaźnić? –
zastanawia się autorka. Ta perspektywa jest bliska idei jej książki „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie”. Tak jak fermentacja wymaga czasu
i odpowiednich warunków, tak również wewnętrzna zmiana nie zawsze przychodzi dzięki natychmiastowym decyzjom. Czasem trzeba pozwolić sobie na kryzys, odpocząć i przyjrzeć się temu,
co dotąd wydawało się oczywiste.

Umami, czyli głęboki, trudny do jednoznacznego opisania smak, staje się w tej opowieści metaforą doświadczenia, które dojrzewa w nas z czasem. Nie każda trudność musi prowadzić do wielkiego odkrycia, a nie każdą stratę da się przekuć w coś dobrego. Możemy jednak nauczyć się inaczej patrzeć na siebie i własne życie. – Rozpad nie zawsze oznacza koniec. W moim życiu bardzo często oznaczał początek nowego etapu – podsumowuje Inessa Kim.

 

 

 

 

Inessa Kim – trenerka kulinarna, mentorka i mistrzyni transformacji. Koreanka urodzona w Kazachstanie, miłośniczka podróży, gotowania i życia na własnych zasadach. Łączy kulinaria z transformacją, a własne doświadczenie rozpadu i budowania siebie na nowo opisuje w książce „Ferment i Umami. Smak po rozpadzie”. Osobistą opowieść przeplata przepisami inspirowanymi smakami Korei, Azji Centralnej i Europy oraz autorskimi połączeniami fusion. Pokazuje, że czasem życie musi porządnie sfermentować, żeby nabrało smaku. Więcej: inessakim.com

Kontakt dla mediów: Karina Grygielska, Agencja Face It, e-mail: k.grygielska@agencjafaceit.pl, tel. +48 510 139 575

Dodaj komentarz

Back To Top