Kobiety po 40. coraz śmielej skalują firmy, inwestują i budują majątek

kobiety-po-40-coraz-smielej-skaluja-firmy-inwestuja-i-buduja-majatek

Przez lata karierę opowiadaliśmy jak wyścig. Studia. Pierwsza praca. Awans. Firma. Sukces. Najlepiej wszystko przed trzydziestką, żeby zdążyć, zanim inni nas wyprzedzą. Kultura startupowa jeszcze podkręciła tę narrację do granic możliwości. Dwudziestokilkuletni founder w bluzie z kapturem, szybki wzrost, pierwszy inwestor, milionowa wycena jeszcze przed trzydziestymi urodzinami. Im wcześniej, tym lepiej, a kto nie zdążył do trzydziestki, ten jakby już przegapił swój moment.

Tylko że prawdziwy biznes, ten, który realnie zarabia i przetrwa więcej niż jeden cykl koniunkturalny, bardzo często wygląda zupełnie inaczej. Coraz więcej kobiet podejmuje największe zawodowe decyzje w życiu nie w wieku dwudziestu pięciu lat, lecz dopiero po trzydziestym piątym, czterdziestym, a nierzadko i pięćdziesiątym roku życia. Nie dlatego, że wcześniej „nie zdążyły”, jak chciałaby to tłumaczyć popularna narracja o straconym czasie. Dlatego, że dopiero wtedy mają w ręku coś, czego nie da się kupić na żadnym weekendowym kursie przedsiębiorczości: doświadczenie, kontakty, reputację, dogłębną znajomość rynku i znacznie dojrzalsze rozumienie własnych możliwości oraz ograniczeń. Być może więc czterdziestka w biznesie nie jest momentem, w którym wypada już zwalniać. Być może to właśnie wtedy dopiero kończy się rozgrzewka.

 

Dane nie potwierdzają mitu, że przedsiębiorczość należy do dwudziestolatków.

Według danych GUS, wśród przedsiębiorstw osób fizycznych utworzonych w 2023 roku i wciąż aktywnych w 2025 roku, osoby w wieku 40-49 lat odpowiadały za około jedną piątą wszystkich nowo powstałych firm, a to przecież grupa wiekowa, którą popkultura najchętniej kojarzy raczej z zarządzaniem tym, co już zbudowane, niż z zakładaniem czegoś od podstaw. Jeszcze ciekawiej robi się w przypadku firm, które faktycznie urosły. W grupie przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż dziewięć osób największy udział, bo aż 28,9 % miały firmy założone właśnie przez osoby między 40. a 49. rokiem życia, czyli więcej niż w jakiejkolwiek innej dekadzie życia. Kobiety utworzyły 35,8 % wszystkich analizowanych przedsiębiorstw, ale w gronie firm zatrudniających więcej niż dziewięć osób ich udział skoczył już do 46,7 %. Innymi słowy, im większa i poważniejsza firma, tym częściej stoi za nią kobieta, i to wcale niekoniecznie młoda.

Te liczby oczywiście nie oznaczają, że sama czterdziestka automatycznie daje jakąkolwiek biznesową przewagę, magicznego progu wieku, po którym sukces przychodzi łatwiej, po prostu nie ma. Pokazują jednak coś znacznie istotniejszego: opowieść, według której najważniejsze zawodowe decyzje powinniśmy mieć już za sobą, zanim skończymy czterdzieści lat, ma bardzo niewiele wspólnego z rzeczywistością, jaką faktycznie da się zmierzyć.

 

Po czterdziestce nie zaczynasz od zera.

To być może najważniejsza różnica ze wszystkich, a jednocześnie ta, o której mówi się najrzadziej. Kiedy dwudziestopięciolatka zakłada swoją pierwszą firmę, naprawdę bardzo często zaczyna od zupełnego zera. Dopiero buduje sieć kontaktów, ucząc się przy okazji, komu w ogóle warto ufać. Dopiero uczy się negocjować, zamiast się zgadzać. Popełnia swoje pierwsze, kosztowne błędy w zatrudnianiu ludzi. Uczy się sprzedawać własną pracę i, co często bywa najtrudniejsze, wyceniać ją uczciwie, zamiast się zaniżać.

Kobieta, która otwiera nowy biznes po czterdziestce, może zaczynać nową firmę, ale nie zaczyna od zera, bo przychodzi do tego startu z kilkunastoma, a czasem dwudziestoma latami zawodowego kapitału, którego nie da się nabyć szybciej, niezależnie od tego, ile kursów się skończy. Wie już, jak w praktyce wygląda dobry klient, a jak wygląda klient, którego lepiej od razu grzecznie odesłać dalej. Szybciej wyłapuje w umowie klauzulę, która później zamieni się w problem. Zwykle dysponuje szerszą i bardziej wartościową siecią kontaktów niż jakikolwiek networking mógłby jej dać w kilka miesięcy. Nierzadko ma też do dyspozycji kapitał finansowy, którego po prostu nie miała dwie dekady wcześniej, kiedy sama zaczynała karierę.

Przede wszystkim jednak, i to bywa najcenniejsze ze wszystkiego, znacznie częściej wie już, czego zdecydowanie nie chce, a w biznesie umiejętność szybkiego odrzucenia złej opcji potrafi być równie cenna jak najbardziej ambitny plan.

 

Największą zmianą nie musi być założenie firmy.

Kolejny błąd polega na tym, że przedsiębiorczość po czterdziestce przedstawia się niemal wyłącznie jako spektakularne przebranżowienie, najlepiej z dramatycznym zwrotem akcji w tle. Rzuciła korporację z dnia na dzień. Założyła markę od zera. Zaczęła całe życie od nowa, bo miała dość. Takie historie świetnie sprawdzają się w nagłówkach i chętnie się je udostępnia, ale nie pokazują tego, jak wygląda większość realnych zmian, które kobiety po czterdziestce faktycznie podejmują. Dla jednej największą decyzją życia będzie uruchomienie pierwszej własnej działalności gospodarczej. Dla innej zatrudnienie dyrektora zarządzającego i świadome oddanie części kontroli nad firmą, którą osobiście prowadzi od piętnastu lat i o którą boi się bardziej niż o cokolwiek innego. Jeszcze inna po raz pierwszy zdecyduje się wyciągnąć część pieniędzy z własnego biznesu i zacząć budować prywatny portfel inwestycyjny, niezależny od kondycji firmy. Kolejna sprzeda udziały, które budowała przez połowę dorosłego życia. Inna, zamiast się wycofywać, wejdzie właśnie teraz na zagraniczny rynek. Zmiana po czterdziestce wcale nie musi oznaczać zaczynania od nowa. Bardzo często oznacza po prostu wejście na wyższy poziom tej samej gry.

 

Największy problem przedsiębiorczych kobiet? Firma jest bogata, właścicielka niekoniecznie.

To temat, o którym w polskim biznesie mówi się zaskakująco rzadko, choć dotyczy zdecydowanej większości właścicielek dobrze prosperujących firm. Można prowadzić przedsiębiorstwo generujące milionowe przychody i mimo to mieć większość własnego majątku zamkniętą właśnie w tej jednej firmie, bez żadnego zabezpieczenia na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. Każda kolejna nadwyżka wraca bowiem do biznesu. Nowi pracownicy. Większy budżet marketingowy. Nowy lokal. Nowa technologia. Towar na kolejny sezon. Jeszcze jedna inwestycja, która ma przyspieszyć wzrost. Firma rośnie z roku na rok, a prywatny majątek właścicielki niekoniecznie rośnie razem z nią. Przez wiele lat taki model może wyglądać na w pełni racjonalny, a nawet wzorcowy. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy kondycja jednej firmy zaczyna odpowiadać jednocześnie za miesięczne dochody, przyszłą emeryturę, bezpieczeństwo finansowe całej rodziny i praktycznie cały zgromadzony w życiu kapitał naraz. To nie jest dywersyfikacja. To koncentracja ryzyka, tyle że opakowana w język sukcesu, więc trudniej ją rozpoznać, dopóki coś się nie zepsuje.

Dlatego z czasem pytanie, jakie zadaje sobie przedsiębiorczyni, powinno się zmieniać. Na początku brzmi ono zwykle: jak zarabiać więcej? Później: jak to wszystko skalować? A w którymś momencie, prędzej czy później, powinno pojawić się trzecie, znacznie trudniejsze pytanie: jak to, co zarabiam, zamienić w trwały majątek, niezależny od losów jednej firmy? I właśnie to trzecie pytanie wiele kobiet zaczyna sobie zadawać na poważnie dopiero po czterdziestce, czasem dopiero wtedy, gdy firma przechodzi swój pierwszy poważny kryzys. „Za późno” bywa bardzo wygodną wymówką. Jest jeszcze jedna pułapka, o której warto powiedzieć wprost. Po czterdziestce rzeczywiście jest więcej do stracenia, i byłoby nieuczciwe udawać inaczej. Kredyt hipoteczny. Dzieci na utrzymaniu. Zespół, za który się odpowiada. Stałe koszty, które nie znikają razem ze spadkiem przychodów. Wypracowana przez lata pozycja zawodowa. Styl życia, do którego wszyscy w domu zdążyli się już przyzwyczaić.

Dwudziestolatka może pozwolić sobie na biznesową katastrofę i przez kilka miesięcy przetrwać, śpiąc na kanapie u znajomych, zaczynając potem wszystko od nowa bez większych konsekwencji. Czterdziestolatka zwykle takiego komfortu już nie ma i dobrze o tym wie, zanim jeszcze podejmie jakąkolwiek decyzję. Dlatego jej wybory bywają mniej spontaniczne niż te podejmowane w wieku dwudziestu kilku lat, ale „mniej spontaniczne” nie znaczy wcale „mniej odważne”. Bardzo często oznacza po prostu lepiej policzone, podjęte po nocy spędzonej nad arkuszem kalkulacyjnym, a nie po jednej dobrej rozmowie przy winie.

Ciekawy, choć niereprezentatywny sygnał daje też badanie przeprowadzone wśród 723 kandydatek do programu TOP Women w e-biznesie. To nie jest badanie obejmujące całą populację Polek, więc nie należy na jego podstawie wyciągać wniosków dotyczących wszystkich kobiet w Polsce. Pokazuje jednak wyraźnie, kto dziś aktywnie i świadomie szuka możliwości dalszego rozwoju biznesowego: aż 40,9 % badanych miało 35-44 lata, a kolejne 24,7 % – 45-54 lata. Razem to niemal dwie trzecie wszystkich zgłoszeń. To kobiety w wieku, który jeszcze do niedawna marketing bez wahania nazywał „dojrzałym”, sugerując między wierszami, że najciekawsze decyzje mają już za sobą. One same, jak pokazują te liczby, coraz częściej traktują ten sam wiek zupełnie inaczej. Po prostu jako moment kolejnego, tym razem znacznie bardziej świadomego wzrostu.

 

Zbudować firmę to jedno. Zbudować kapitał drugie.

O skalowaniu biznesu bez lukru, bez podkoloryzowanych historii sukcesu, będzie mowa podczas Forum Inwestorek 6.0, które odbędzie się 26 września 2026 roku w Warszawie. Jednym z punktów programu jest panel „Milionerki bez filtra: Jak naprawdę skalować biznes i budować kapitał na własnych zasadach”, w którym udział wezmą trzy kobiety znające ten temat od podszewki, każda z zupełnie innej strony.

Anna Stoitsi-Nieprzecka, prezeska marki ZdrowaZupa.pl i twarz osobistej edukacji zdrowotnej, po czterdziestce przeszła drogę od blisko półmilionowego długu do finansowej wolności i biznesów wartych dziś miliony i za tę historię trafiła na listę Forbes Women „50 po 50”. Marzena Maj, wiceprezeska SMAY Ventilation Systems, polskiej firmy obecnej dziś w 34 krajach, a przy tym prezeska Fundacji Rodziny Maj i inicjatorka projektu Pomaganie Buduje, również znalazła się na tej samej liście Forbes Women. Dorota Skowronek – psycholożka, inwestorka i twórczyni społeczności Ogarniam Nieruchomości oraz autorka książek „Bieda Mental” i „Bieda Mental 2” – od lat uczy kobiety, jak traktować nieruchomości nie jako marzenie, lecz jako realną drogę do niezależności finansowej.

Całe wydarzenie zostało zbudowane wokół trzech obszarów: biznesu, inwestycji i nieruchomości. To połączenie wcale nie jest przypadkowe. Bo być może kolejnym etapem kobiecej przedsiębiorczości w Polsce nie będzie już samo zwiększanie liczby firm prowadzonych przez kobiety, bo tego udało się już dokonać. Będzie nim przejście od samego prowadzenia firmy do świadomego, konsekwentnego budowania majątku, który przetrwa dłużej niż jedna, choćby najlepsza koniunktura. A wtedy pytanie „Czy po czterdziestce warto jeszcze coś zmieniać?” zaczyna brzmieć po prostu trochę absurdalnie. Znacznie lepsze jest inne pytanie: „Skoro przez ostatnie dwadzieścia lat zdobywałaś wiedzę, kontakty, doświadczenie i kapitał to kiedy, jeśli nie teraz, masz zamiar naprawdę je wykorzystać?”.

Dodaj komentarz

Back To Top